Czy warto biegać boso?

O tym, jak bardzo stopy współczesnego człowieka są zaniedbane pod względem sprawności, przekonałam się jeszcze zanim zaczęłam biegać. Pierwsza ostrzegawcza lampka zapaliła mi się podczas bosego spaceru po plaży- skurcze stopy, ból. Jeszcze wtedy nie zrobiło to na mnie wielkiego wrażenia. Za drugim jednak razem, gdy leczyłam kontuzję rzepki, miałam za zadanie ćwiczyć na poduszce stabilizacyjnej. Polegało to na robieniu półprzysiadów, bez butów, utrzymując jednocześnie równowagę na tymże sprzęcie, zwanym również potocznie: beretem. Jakież było moje zaskoczenie, gdy ból przeszył całą moją stopę. XXI-wieczny rozum podpowie, że aby nie doszło znowu do bólu kolana, trzeba zmienić buty na takie, by amortyzacja była jeszcze większa. Jednak spróbowałam czegoś innego: zaczęłam biegać boso. Nie, nie po asfalcie i nie maratony. 2-3 km po trawie, z niewielkimi odcinkami twardej nawierzchni (niestety Warszawa nie obfituje w niezmierzone obszary trawiastych łąk).

I właściwie po co to wszystko? Tyle się mówi o butach zapewniających wsparcie, stabilizację, miękkość lądowania…. Tak, ale gdy wkraczasz na ścieżkę biegania boso, chociaż przez chwilę, kilometr bądź dwa, raz w tygodniu, a może i więcej (kto wie?) wiedz jedno: zapomina się o wszelkich nawykach, tych wyuczonych i nabytych nieświadomie. Nie ma takiej możliwości, że będziesz lądować na piętę, że biodra przesadnie wypchniesz do tyłu i że nie będziesz wiedziała, co zrobić z rękami. To, co masz robić, przyjdzie do ciebie zupełnie naturalnie, choć pierwsze minuty mogą wydać ci się…nienaturalne. Podłoże dostarcza bardzo wielu bodźców. Najmniejszy kamyk, korzeń, nierówność terenu, mokry kawałek ziemi- poczujesz to. Jednak po jakimś czasie, przestaniesz maniakalnie zwracać uwagę na podłoże. To tak, jak podczas jazdy samochodem, bądź rowerem- mając wprawę, nie spoglądasz z drżeniem rąk, czy z zza rogu nie wyskoczy pojazd. Kiedy poruszasz się na drodze, automatycznie rejestrujesz co się wokół ciebie dzieje. Podobnie jest z bieganiem boso. W twoim ciele pojawia się coś w rodzaju radaru, który wyłapuje większość ‚niespodzianek’. Czy wszystkie? Oczywiście, że nie. Mimo wszystko ryzyko zranienia się nie jest aż tak duże, jakby mogło się wydawać (ale oczywiście jak najbardziej możliwe).

Możesz powiedzieć jednak, że nie ma potrzeby wygłupiania się, podczas gdy mamy taki fantastyczny wybór obuwia. Dla pronatorów, supinatorów, z amortyzacją większą, mniejszą. Gdy jednak spróbujesz choć na moment odstawić je, poczujesz to, co tak bardzo chcę ci przekazać. Podczas bosej przebieżki nieocenione są:

  • niesamowite doznania płynące z kontaktu z podłożem. Ma się poczucie pełnej bliskości z naturą, co jest niezwykle kojące. Wyzwala się wrażenie cudownej beztroski i lekkości
  • zmienia się nasza sylwetka podczas biegu. Ręce zaczynają pracować jak napędzające tłoki, plecy się prostują, a lądowanie odbywa się na śródstopiu. Nasza technika biegu po prostu staje się o wiele doskonalsza, co eliminuje dużą część kontuzji
  • wzmacnia się cała nasza stopa, wszelkie deformacje tej części ciała zazwyczaj ustają, wręcz potrafią ulec cofaniu się
  • organizm hartuje się, staje się mniej podatny na przeziębienia
  • To są plusy biegania bosego. Minusy? Na pewno ryzyko zranienia się, dlatego dobrze jest wybierać tereny najbardziej naturalne, raczej lasy, aniżeli parki. Druga sprawa to- utwardzenie powierzchni stopy. Niestety musisz wybrać: albo atłasowa skóra na podeszwach, albo bieganie boso.

    Od czego zacząć?

    Gdy już zdecydujesz się zakosztować takiego biegania, nie rzucaj butów w kąt. Na początku spróbuj robić sobie bose spacery. Stopa trochę utwardzi się i przyzwyczai do tego, że nie jest opatulona, niczym miękką kołderką. Z czasem rób sobie trening mieszany; wybiegasz w butach, następnie zdejmujesz i truchtasz przez kilka minut boso. Początki mogą być trudne, być może i nieprzyjemne. Miękka skóra poczuje każdą, najmniejszą nierówność terenu. Po kilku takich treningach odczujesz niesamowity, relaksujący, a jednocześnie rozbudzający wpływ bosego biegania. Pamiętaj: zaczynaj spokojnie. Twoje ciało nie jest przyzwyczajone do tego, do czego zostało stworzone. Biegaj powoli i krótkie dystanse. By wzmocnić stopy możesz ćwiczyć na poduszce stabilizacyjnej, oczywiście boso.

    Gdzie biegać?

    Przyznam szczerze: ja robię TO w parkach 🙂 nigdy jeszcze nie zdarzyło mi się nic przykrego, mimo że piwosze i właściciele psów niekoniecznie dbają o sterylność podłoża. Zrozumiała jednak jest dla mnie kwestia, że wolisz nie ryzykować. Zatem najlepiej będzie ci zacząć od przyleśnych łąk, pasów zieleni. Z czasem, gdy już twoje stopy przyzwyczają się do nowych wyzwań, możesz próbować wyskoczyć na leśne ścieżki. Są o tyle trudniejsze, że czają się na nich patyki i szyszki. Mimo wszystko te przeszkody nie są niewidoczne: łatwo je przeskoczyć bądź ominąć. Na zawodach widać czasem biegaczy pokonujących na bosaka maraton po asfalcie. Oczywiście można do tego dążyć, jednak w takim wypadku polecam dużo, dużo cierpliwości, gdyż czeka cię długa droga, by sięgnąć tego stopnia wtajemniczenia.

    Kiedy biegać boso?

    Niewątpliwie najchętniej zdejmujemy buty, gdy jest ciepło. Niewykluczone jednak, że bose bieganie wciągnie cię na tyle, że będziesz chciała spróbować bardziej ekstremalnych wyzwań. Bieganie po śniegu? Czemu nie, ale tylko przy bardzo wysokim poziomie zahartowania i nie przesadzałabym z dystansem: to ma nie być pełnowartościowy trening i nabijanie kilometrów bez butów. Pamiętaj: w tej dziedzinie nie ma licytowania kto wytrzyma dłużej. Biegasz tyle, na ile pozwala ci twoje ciało. Lata spędzone w trampkach, kapciach, szpilkach nie znikną jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Nie jesteś dziką kobietą z Południowej Ameryki, by nagle godzinami hasać po dworze, czy słońce, czy deszcz, czy śnieg. Do wszystkiego podejdź rozważnie, a wierz mi, magia bosego biegania będzie dostępna również dla ciebie.

    źródło: www.kobietkibiegaja.pl

    Maj 4th, 2015 by